Kierunek lekarski, Uniwersytet Zielonogórski (UZ) - opinia studenta II roku studiów stacjonarnych

3

Jak wygląda nauka na pierwszym roku?

​Nie dajcie się zastraszyć, ale też nie liczcie na super lajt. Sporo osób przychodzi tu z innych uczelni z myślą, że „w mniejszym mieście będzie z górki”, a potem zderzają się ze ścianą, bo bywa ciężej i często jest mniej bazy niż gdzie indziej.
​Anatomia: Całościowo była do ogarnięcia. Najciężej wspominam GIS i neuroanatomię. Szpilki zda każdy w miarę ogarnięty student. Zawsze znajdą się tacy, co nie zdadzą, ale katedra daje nawet więcej poprawek jak trzeba, więc prowadzącym w końcu puszczają nerwy, jak ktoś jawnie olewa sprawę.
​Histologia: Mit i straszenie na zapas. Baza wchodzi na tyle dobrze, że po prostu się nauczysz i zdasz. Większość ludzi to normalnie zalicza.
​Fizjologia: Dla mnie o wiele gorsza niż anata. Kierownictwo różnie się do nas przykładało, spóźniali się z materiałami, a zaliczenie bywało mało fair. Poziom asystentów też w kratkę, od super ludzi po osoby poniżej normy.
​Inne: Biochemia jest wymagająca i trzeba posiedzieć. Mikrobiologia po prostu nudna trzeba zakuć, zdać i zapomnieć. Reszta przedmiotów z tego okresu była tak prosta, że nawet się ich nie pamięta. Jak się uczysz, to przetrwasz.

Jak oceniasz możliwości rozwoju jakie daje uczelnia i/lub wybrany przez Ciebie kierunek?

Zależy wyłącznie od Twojej zaradności. IFMSA to specyficzny klimat. Dużo załatwiania po znajomości, dopisywania swoich do akcji i kombinowania zamiast doceniania realnej pracy. Koordynacja Erasmusa słaba, robią pod górkę. Ale jak chcesz, to ogarniesz wyjazdy na własną rękę w przeróżne miejsca i też da się wziąć na to pieniążki (tak mieli koledzy i koleżanki ze starszych lat).

Jaka atmosfera panuje na uczelni?

Bardzo różnie. Trzeba szybko weryfikować ludzi, bo trafiają się żmije i warto uważać, z kim się trzyma. Ja akurat miałam szczęście do grupy. Katedry wcale nie chcą cię „zniszczyć”, po prostu trzeba regularnie pracować i nie lecieć w kulki

Jak jest z mieszkaniem?

Ceny niższe niż w większych miastach, można wynająć coś wspólnie i płacić mniej niż za wynajmowany pokój.

Życie w mieście

Sama mieszkałam wcześniej w większym mieście i nie narzekam. Jest fajny, luźny mikroklimat studencki i jest gdzie wyjść zjeść. Śmieszą mnie trochę opinie ludzi z zewnątrz albo tych, co ledwo stąd wyjechali i wmawiają, że gdzie indziej pizza smakuje lepiej. Zresztą na studencką kieszeń codzienne stołowanie się na mieście i tak jest nierealne. A Lubuskie ma sporo uroku czyli winnice, czyste jeziora i spokój od tłumów. Wiosną jest tu pięknie. Fajnie mieć tu swoje auto, żeby w wolny weekend wyskoczyć za miasto zamiast kisić się w pokoju. I doceniam bliskość lasu w Zielonej. No i zamiast jechać do Poznania czy Wrocławia żeby poczuć większe miasto, stąd masz rzut beretem do Berlina. Wsiadasz w auto czy pociąg i w 2 godziny jesteś w prawdziwej międzynarodowej metropolii na świetnym jedzeniu, koncertach czy wystawach.
Na zajęcia docierasz błyskawicznie, a jak masz chwilę, to wszędzie dojdziesz z buta. Jeśli chodzi o dojazdy do innych szpitali to przestańmy robić z tego wielkie halo. Na zajęcia do Gorzowa, Żar czy Ciborza których nie ma dużo w planie studiów po prostu wozi uczelnia, więc robienie z tego tragedii życiowej jest mocno przesadzone.

Własne uwagi, spostrzeżenia, wskazówki

Radzę filtrować opinie. Czy mogłoby być lepiej? Tak, to nie jest spacerek ani rozdawanie dyplomów za obecność, a pewne rzeczy są załatwianie na innych uczelniach lepiej, ale przy normalnej nauce i odrobinie sprytu wszystko jest bez problemu do przejścia.