Kierunek lekarski, Uniwersytet Zielonogórski (UZ) - opinia studenta I roku studiów stacjonarnych

5

Jak wygląda nauka na pierwszym roku?

Uczyłam się sporo, ale bałam się, że będzie gorzej. Przyszłam na studia w 2 tygodniu października i wszystko ogarnęłam.

Jak oceniasz możliwości rozwoju jakie daje uczelnia i/lub wybrany przez Ciebie kierunek?

Nie skorzystałam jeszcze za bardzo z kół naukowych (istnieją), w bibliotece da się dostać podręczniki. Wypowiem się jeszcze na pewno na późniejszych latach. Na pewno działa IFMSA i wciągali też do działania pierwszaków.

Jaka atmosfera panuje na uczelni?

Nie ma wyścigu szczurów, choć jakiś ewenement próbował skasować bazę z anatomii z dysku... :) ale są osoby chętne do pomocy, raczej się wspieramy.

Jak jest z mieszkaniem?

Tragedia, ale może dlatego, że przyszłam późno na studia... akademika się nie dało dostać (w późniejszych miesiącach były rotacje i już się podobno dało dostać). Przez resztę października dojeżdżałam 2h dziennie w jedną stronę, bo nie można było nic sensownego znaleźć. Pękłam i wzięłam co było, bo byłam wykończona jeżdżeniem.
Ofert niestety jest wyjątkowo mało, często mieszkania są bez mebli, są drogie. Być może jak ktoś się dostanie w lipcu to będzie miał więcej szczęścia (w sierpniu jest przerwa w rekrutacji, a we wrześniu galopuje, przez co jeszcze w październiku dobierają).

Życie w mieście

Studenci mają tu klub pod jednym z akademików, stare miasto jest urokliwe, dookoła miasta lasy i wzgórza. Są centra handlowe, fajne kawiarnie i restauracje. Nie jest to wielkie miasto, ale żyje się przyjemnie. Można wszędzie dotrzeć do 30 minut.

Własne uwagi, spostrzeżenia, wskazówki

Daję 5 gwiazdek, mimo, że idealnie nie jest. Jestem zadowolona, jestem świadoma, że każda uczelnia ma swoje bolączki. Jest prostudencko, nie ma problemu zazwyczaj dogadać się, by odrobić zajęcia z inną grupą.

Październik jest chaotyczny, bo ludzie przychodzą i odchodzą, jest ciągła rotacja. Wykładowcy są wyrozumiali i pozwalają nadgonić zaległości później (ale przed świętami). Dzięki temu uniknęłam wielkiego szoku i wyczołgałam się do grudnia z zaległych wejściówek.

W pierwszym semestrze ludzi pozmiatała biochemia, która jest u nas prowadzona tylko przez jeden semestr, więc było co robić. Do tego zbieranie punktów z wejściówek i kolokwiów z histologii (nie poprawia się nic, jak nie zbierzesz punktów to piszesz tzw wyjście). W piątki moja grupa miała dzień online wykładów.

W drugim semestrze nakumulowało się wszystkiego. Nie rozumiem dlaczego socjologia, historia medycyny, informatyka i etyka muszą być wszystkie w 2 semestrze... do tego wielka biologia molekularna, parazyty, cytofizjologia i kontynuacja histologii i anatomii.

Niestety dużo gorzej trafiłam z planem, po 7h okienka jednego dnia, anatomia do 20... Poranki wolne, by siedzieć do wieczora... niektóre grupy miały lepiej (ale 1 semestr miały gorzej ułożony).

Największy postrach zazwyczaj to anatomia, choć u nas raczej była przeprowadzana w miłej atmosferze. Jak wybaczycie Pani Profesor, że nie dotrzymuje czasem terminów, to zaoszczędzicie sobie frustracji. Generalnie katedra anatomii uwalić Was nie chce. W 2 semestrze nie rozumiem decyzji połączenia grup, więc mieliśmy zajęcia po 40 osób jednocześnie, co nikomu nie służyło.

Dla mnie najgorsza była cytofizjologia (tez zbieranie punktów jak na histo - ta sama ekipa prowadziła te przedmioty), stresujące było to, że jest 5 zajęć i w sumie każde trzeba było zaliczyć. Egzamin z histologii też zmiótł wiele osób.
Umęczyłam się też organizacją praktyk, czekałam na spotkanie organizacyjne, które nic mi nie wyjaśniło (było na koniec kwietnia, gdzie miejsca poza ZG były już pozaklepywane przez studentów innych uczelni). Uczelnia nie chciała mi podpisać porozumienia zanim szpital nie podpisze, szpital nie chciał zanim uczelnia nie podpisze, najeździłam się w dwie strony bez sensu... Za rok już będę mądrzejsza.

Nasz rocznik przeżył zmiany praktycznie połowy prowadzących, więc rady od starszych się nam nie przydały w większości, bo i tak mieliśmy inaczej i nic nam nie wchodziło.