Weterynaria, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie - opinia absolwenta studiów stacjonarnych
Jak wygląda nauka na pierwszym roku?
Kolosalna ilość nauki, trzeba uważać i dobrze planować naukę, bo jedno niezdane kolokwium może rozpocząć reakcję łańcuchową i polecą 2 i 3cie terminy z innych a później ciężko się z tego wygrzebać. Ferii brak, wolne jak jest na święta to szczątkowe w porównaniu do innych uczelni. Jedyne wytchnienie to przekozacka Kortowiada-Olsztyńskie juwenalia z paradą wydziałów - czas kiedy możesz odreagować wszystko. Zaskoczeniem też jest coroczny piknik weterynaryjny, gdzie można napić się piwa z prowadzącymi, haha. Książki dla dociekliwych, lepiej bazować na materiałach od prowadzących i dyskach z notatkami od innych roczników. Przykładać się na prosektorium. Za moich czasów, zawsze było otwarte dla wszystkich w piątki i można było się samemu uczyć.
Biblioteka jest duża, zawsze jest miejsce do nauki. Wszystkie zajęcia, oprócz języka są na Kortowie, ale Olsztyn to małe miasto więc bez problemu dojedzie się na lektorat.
To są moje wspomnienia z 2017r. więc jeszcze przedpandemiczne i sporo mogło się od tego czasu zmienić.
Jak oceniasz możliwości rozwoju jakie daje uczelnia i/lub wybrany przez Ciebie kierunek?
Jak ktoś chce iść w zwierzęta gospodarskie to dobrze trafił. Są dostępne kozy, owce, lamy, konie, krowy etc. Jeśli chcesz się rozwijać w towarzyszących to średnio. Poliklinika nie jest wzorem współczesnej kliniki.
Na wyższych latach można się zakręcić do koła naukowego, szczególnie polecam koło Obrazowania, przyda się w pracy.
Poziom zajęć zależy od prowadzącego ale najbardziej razi program studiów. Nie jest to raczej wina uczelni a odgórny problem. Program jest przeładowany zajęciami z mięsa, mleka, hodowli zwierząt, prewencji etc. gdzie w inspekcji będzie pracować garstka ludzi z desperacji.
Z chorób psów i kotów jest jedynie 1 semestr na wszystko i to tylko na 5 roku. To śmiesznie mało. Nie przygotowuje to do realnej pracy w zawodzie. Za to prowadzący na wyższych latach są spoko.
Możliwości po kierunku weterynaria:
-przebranżowienie XD (co doradzał nam prof. na 3 roku...) i to najlepiej na coś w ludzkiej medycynie
-inspekcja wet.=stabilna, nudna urzędowa posadka
-praca z gospodarskimi na wielkich fermach przemysłowych=hajs (zwłaszcza z drobiu)
-praca jako wyrobnik na początku w pso-kotach czy innych futerkowych towarzyszących z kiepską perspektywą na zarobki, które zagwarantują godne życie i możliwość rozwoju w dziedzinie, która Cię interesuje.
Więc wpada się w błędne koło jak się nie ma kasy.
Podsumowując, niesatysfakcjonujące zarobki. Nieproporcjonalne po takich ciężkich studiach i wszędzie JANUSZOvety.
Jaka atmosfera panuje na uczelni?
Ludzie idący na wetę to specyficzny, wrażliwy typ człowieka. Najlepsi jakich spotkałam w życiu. Przyjaźnie na zawsze, wspólne imprezy i nauka. Dzielenie się notatkami bez wyścigu szczurów.
Najgorszy na studiach był profesor od biochemii, z wielką nienawiścią do studentów i beznadziejnym poziomem nauczania.
Większość, jak nie wszyscy, prowadzący to lekarze weterynarii, więc nie znęcają się nad studentami. Są bardziej i mniej wymagający. Panie z dziekanatu pomocne. Więc poza pojedynczymi kwiatkami to nie ma się do czego przyczepić.
Jak jest z mieszkaniem?
Tanio, ale chyba już nie. Akademiki paradoksalnie mogą być droższe od pokoju na Podgrodziu XD
Plus, że można wbić do akademika i zawsze zakręcisz się na jakiejś imprezie.
Życie w mieście
XD życie nocne, cooo?
Nie jest to imprezowe miasto. Domówki od czasu do czasu albo jak ciepło to plener w Kortowie.
Na duży plus jeziorko i las na kampusie, naprawdę jest gdzie odpoczywać. Poza tym są inne jeziora w mieście gdzie można pojechać i popływać w czystej wodzie.
Autobusy lubią się spóźniać więc jak mieszka się blisko lepiej chodzić pieszo lub rowerem.
Własne uwagi, spostrzeżenia, wskazówki
Repeta nie rujnuje życia, to nie koniec świata a weterynaria to nie wszystko i trzeba dać sobie przestrzeń na życie i znaleźć work(study)-life balance. Bo można przypłacić te studia wypaleniem, nerwicą, depresją, stanami lękowymi, wrzodami żołądka etc.
Nie wybrałbym wety drugi raz, chociaż to była szkoła życia. Jak masz dobry mózg do nauki lepiej iść w ludzi ew. w pracę naukowo-badawczą.
Bywa, że praca kliniczna daje satysfakcję ale pasek wypłaty już nie xD
Czy po innej uczelni byłoby inaczej? Nie sądzę, to kwestia archaicznego programu studiów.