Kierunek lekarski, Uniwersytet Medyczny w Poznaniu - opinia absolwenta studiów stacjonarnych
Jak wygląda nauka na pierwszym roku?
Ilość materiału jest nieporównywalnie większa, a system "zakuj-zdaj-zapomnij" kwitnie w najlepsze. Trzeba być przygotowanym na poświęcenie większości czasu na naukę – wolnego zostaje naprawdę niewiele, zwłaszcza w sesji. Liczba podręczników jest ogromna i kosztowna, a w wielu przypadkach wykładowcy wymagają wiedzy niemal słowo w słowo z konkretnej pozycji, którą sami napisali. W kolejnych latach, na klinikach, ilość nauki nie maleje, tylko zmienia się jej charakter. Zamiast suchych faktów z książek, trzeba przyswajać ogrom praktycznych informacji o pacjentach, ale presja wkuwania teorii pozostaje. Największym problemem jest przestarzały system nauczania, nastawiony na pamięciówkę, a nie na zrozumienie medycyny. Ale tu chyba Poznań nie jest ewenementem.
Jak oceniasz możliwości rozwoju jakie daje uczelnia i/lub wybrany przez Ciebie kierunek?
Możliwości rozwoju są, ale są one takie same jak na każdej innej poważnej uczelni w Polsce. Poziom zajęć bywa bardzo nierówny – trafiają się świetni klinicyści, ale też wielu prowadzących, dla których student jest złem koniecznym. Liczebność grup na zajęciach bywa zbyt duża, przez co nie każdy ma szansę wszystkiego spróbować. Warunki zaliczeń często są nieprzejrzyste i zależą od widzimisię asystenta. Biblioteka jest dobrze zaopatrzona. Jeśli chodzi o koła naukowe i konferencje – jest ich dużo, ale jakość bywa średnia. Głównym problemem na klinikach jest przesyt studentów (również z zagranicy), co skutkuje tym, że ciężko jest się wyróżnić, "złapać kontakt" z prowadzącym czy zdobyć naprawdę wartościowe doświadczenie. W moim czasie obowiązywała tylko jedna, odtwórcza praca naukowa do napisania na zaliczenie, co uważam za śmieszne w kontekście aspirujących do miana "uczelni badawczej". Podsumowując, Poznań nauką nie stoi – podobne, a często lepsze, możliwości rozwoju oferują inne ośrodki.
Jaka atmosfera panuje na uczelni?
Atmosferę na UMP można określić mianem umiarkowanego "wyścigu szczurów". Nie jest to może poziom tak ostry jak na WUMie czy UJ, ale rywalizacja jest wyczuwalna. Podejście wykładowców i asystentów do studentów bywa protekcjonalne. Relacje między studentami są w porządku, ale tutaj dużą rolę odgrywa (w moim subiektywnym odczuciu) specyfika Poznania. Jako osoba z zewnątrz miałam wrażenie, że miejscowi trzymają się swojego grona. Poznaniacy, których spotykałam na roku, mieli nieuzasadniony kompleks wyższości zarówno wobec miasta, jak i uczelni, co skutkowało dość zamkniętą społecznością. Ostatecznie przez całe studnia trzymałam się głównie z ludźmi, którzy, tak jak ja, przyjechali do Poznania z innych części kraju.
Jak jest z mieszkaniem?
Ceny akademików są względnie przystępne jak na dzisiejsze czasy, ale warunki bywają bardzo różne, od całkiem przyzwoitych do mocno przestarzałych. Życie w akademiku to klasyka: imprezy, hałas i życie towarzyskie, co jednym odpowiada, innych może męczyć. Wynajem mieszkania w Poznaniu jest drogi, ceny za kawalerkę zaczynają się od 1800-2000 zł + opłaty. Szukanie czegoś sensownego w dobrej lokalizacji to nie lada wyzwanie.
Życie w mieście
Poznań to miasto, do którego trzeba mieć specyficzny klucz. Ja, jako osoba pochodząca z Wrocławia, niestety nie potrafiłam go znaleźć. Często, gdy lekarze dowiadywali się, skąd jestem, pytali, "ile punktów zabrakło mi do dostania się na Wrocław", co było dość irytujące (w moich czasach liczyli jeszcze matematykę). W porównaniu do Wrocławia Poznań wydał mi się prowincjonalny. Rynek jest malutki i nie ma tej magii, główny deptak - Półwiejska - jest skromny, a główne miejsca, które robią wrażenie, to galerie jak Posnania czy Stary Browar, które są po prostu kolejnym centrum handlowym. Jadąc głównymi ulicami, np. Głogowską, miałam nieodparte wrażenie podróży w czasie. O dworcu głównym nie wspomnę. Poznań to takie miasto, które aspiruje do metropolii, ale ja tego nie widzę. Wrocław ma niepowtarzalny klimat i to tam chcę mieszkać – i teraz mieszkam.
Własne uwagi, spostrzeżenia, wskazówki
Studiowanie w Poznaniu to mieszany bagaż doświadczeń. Kierunek lekarski na UMP daje tytuł i uprawnienia, tak jak każdy inny w Polsce, ale nie oszukujmy się – nie jest to Harvard nad Wartą. Przed podjęciem decyzji warto zastanowić się, czy odpowiada nam mentalność tego miasta i czy jesteśmy gotowi na dość konserwatywny i przeładowany system nauczania. Moja rada: poznaj opinie ludzi, również tych, co przyjechali do Poznania z innych miast. Ja osobiście nie żałuję, bo studia dały mi zawód, ale nie czuję sentymentu ani do miasta, ani do uczelni.